...wypowiedziane nigdy... ... nie kradnij mi ich...
Blog > Komentarze do wpisu

1: Najwięcej poza mną. Wewnętrzne rozmycie zastępuje zazdrość o normalność. Ev przywozi mi czekoladowy puchar. Wracam smutna. Oglądam niepoważne seriale (Gossip Girl, sezon 2) i czytam poważne teksty (Jakobson o językoznawstwie). Matthew McConaughey w True Detective bezbłędny. Pozbywam się ze swojego życia ludzi, zostawiam sentymenty. Zostanę sama, myślę. Układam książki na wszystkich możliwych półkach, żeby zrobić miejsce na to nowe, co będzie, co ma być. Piszę w końcu stronicowy mail do ea. Kilka godzin później mam wrażenie, że może się jednak nie zgodzić. Kompulsywnie sprawdzam pocztę.  

2: Permanentna nieobecność Endżi. Przeczucie końca miałam rok temu we wrześniu.  Nie mówię, przeżywam, śnię P. Dzień albo dwa później P. opowiada mi o patologicznym uczuciu. Pierwsze trzy miesiące, z nikim tak nie miałem, nawet z byłą żoną. Wszystkie są patologiczne, myślę. Jestem najwłaściwszą osobą, żeby powiedzieć ci, żebyś pozbierał stamtąd swoje zabawki; do Kopenhagi jest tak samo daleko jak do Wiednia. Ale tego nie mówię. Słucham. Przytulam go przed wyjściem, oczy ci się zrobiły szkliste, mówię. Pachnę Funny! od Moschino, 1. pieprz, pomarańcza, porzeczki, 2. herbata, jaśmin, piwonia, fiołek, 3. piżmo, ambra, cedr, mech. 

3: Czas płynie miękko. W nocy mają spadać gwiazdy.

 

 

środa, 12 sierpnia 2015, intymaty

Polecane wpisy