...wypowiedziane nigdy... ... nie kradnij mi ich...
RSS
poniedziałek, 31 marca 2008

1: Noszę nową grzywkę i jestem przekonana, że mi z nią do twarzy. I z różem na ustach również. I w żadnym (żadnym!) wypadku nie kupię nic żółtego.
 
20:33, intymaty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 marca 2008

1: Śni mi się Iv. Chce mi się z nią pamieszkać.

2: Nie potrzebuję nowej półki na książki. Nowego biurka też nie. Potrzebuję własnego mieszkania.

3: Nadmiar niedomiaru. (Dziesięciościan legł w gruzach.) Czuję się przez to rozbita. Wiosennie. 

"You tell me that you love me but you never want to see me again"

13:58, intymaty
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 marca 2008

1: Co jakiś czas wracają myśli o Ł. Wydaje mi się, że powinnam do niego napisać i powiedzieć, dlaczego wtedy... to już prawie trzy lata. Znalazłam niedawno wiersz od niego. Wysłany mailem w środku nocy. Słowa, które wciąż dźwięczą mi w głowie.

2: Pan Architekt pyta czy tęskniłam. Mówię, że nie. Przecież nie musi wiedzieć, że ja po prostu muszę mieć do kogo pisać maile, kiedy robię przerwę na zrobienie herbaty.

3: Piszę do Mężczyzny z Internetu, że jest absolutnie wyjątkowy. Tylko dlatego, że podoba mi się to, jak pisze.     

21:05, intymaty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 marca 2008

Idzie ulicą
jakby tańczyła
na baletowym popisie

Uśmiecha się
do dziecka w wózku
do wróbla
który stracił ogon

Te kropki na sukience
myśli
mają kolor jego oczu

Od rana powtarza
najmilsze imię
i wychodzi z domu
w jednej pończosze


(Małgorzata Hillar, Zakochana)

Nie muszę być zakochana, żeby być dziewczyną z wiersza.

W podręcznikach do języka polskiego piszą, że tym wierszem Hillar promuje mit miłości szczęśliwej. Zapamiętać: w przyszłości nie dawać dzieciaczkom takich podręczników.

14:17, intymaty
Link Komentarze (2) »
sobota, 22 marca 2008

1: W tym roku nie było malowania pisanek. Nie było ani czasu, ani chęci.

2: Święta są wciąż świętami, ale ta cała otoczka przestaje być ważna.

3: Trzeba wstać o siódmej, żeby zrobić makijaż i świetnie wyglądać przy rodzinnym śniadaniu.  

21:09, intymaty
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 marca 2008
...

Wolę brzydotę
Jest bliżej krwiobiegu
Słów gdy prześwietlać
Je i udręczać

Ona ukleja najbogatsze formy
Ratuje kopciem
Ściany kostnicowe
W zziębłość posągów
Wkłada zapach myśli

(...)

(Stanisław Grochowiak, Czyści, w tegoż: Menuet z pogrzebaczem, 1958)
23:19, intymaty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 marca 2008
1: Pan Architekt rysuje te swoje kreski. Dobiera białe meble do różowopudrowych ścian pokoju dzieicęcego. Sprzedaje swoje wizje.

2: Ja zapisuję słowa. Czytam. Siedzę przed monitorem zamiast leżeć.

3: On śle maile prawie miłosne. Pełne mmm, które nie wiem, jak chcę zwerbalizować. Nie mogę mysleć. Słyszysz? Nie mogęmysleć, kiedy tak piszesz - mówię mu.

4: Zdecyduj się - mówię później do siebie. Zdecyduj się. Jest miło, bo potrzebujesz kogoś, kto wypełni Ci pustkę po Nim, ale to będzie kogoś bolało.

5:
Raz, dwa, trzy... przegrywa ten, kto zaangażuje się bardziej.
01:24, intymaty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 marca 2008

1: Pan Architekt opowiada mi o rzeczach realnych w sposób romantyczny. Wybierz coś, a ja ci o tym opowiem - mówi. Chcę powiedzieć teoria względności, ale mówię pomarańcza. Niech się chłopak popisze- myślę. Uśmiecha się. I opowiada z zamiarem zrobienia na mnie oszałamiającego wrażenia. Też się uśmiecham. Nieźle mu idzie. Ale w tym nie ma nic romantycznego - mówię na koniec. - Typowe obrazowanie modernistyczne. Nie dodaję, że grafomańskie igranie z symbolem.       

2: Nie boisz się, że cię uwiodę? - pyta. Ja się niczego nie boję - odpowiadam zaczepnie, bo już wiem, że jemu się uwieść nie dam. To jest ten typ znajomości, kiedy może się dziać co chce, bo nie spodziewasz się niczego.

3: Nie sprzątam. Nie czuję, że nadchodzą święta. Dziś padał śnieg. Zastanawiam się czy stanik w kolorze czekoladowym jest ładniejszy od tego w kolorze malinowym.  

21:09, intymaty
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 marca 2008

1: Piątek, trochę przed ósmą rano

Dlaczego jest mi tak zimo? Dlaczego jest mi tak gorąco? Dlaczego nie widzę siebie w tym ogromnym lustrze? Mdleję we własnej łazience. Za zamkniętymi drzwiami. I zamiast krzyczeć z przerażenia, przez kwadrans cieszę się, że na kafelkach leży ten okropny dywanik, na którym właśnie trzymam głowę. Myślę sobie: nie mogę, nie dziś... Po tym kwadransie sama siebie zbieram z podłogi, ubieram się na zielono. Wydaje mi się, że róż na policzkach byłby bardzo wskazany, ale nie próbuję go nawet znaleźć. Wychodzę. Nikt przecież nie zobaczy mojego trzepoczącego serca. To zupełnie normalne, że kobieta potrzebuje rano czterdziestu pięciu minut na doprowadzenie się do porządku. Rozedrganie ciała ukrywam pod marynarką.

2: piątek, po dziewiątej 

Przyjeżdża Dżej. Cudownie. Przy jej hipochondryzmie nie mogę czuć się chora. Pijemy pierwszą herbatę.

3: piątek, chwile, kiedy dzień staje się wieczorem

Dociera do mnie, dlaczego lubię Pana Marka. Bo ja go lubię. Bo ja mogłabym się nim zauroczyć. Mogłabym. Naprawdę.    

4: sobota, po południu

Feminizm to może być właśnie to. Plotkujemy sobie z panią Anną. O okularach, kolorze włosów, o moim kolorze włosów, o tym, że blond refleksy to był nieudany eksperyment (eksperyment!), że taka zmiana, że fantastycznie, że jest pod wrażeniem, że...

... czuję się zauważona.   

Wieczorem głowa boli mnie tak bardzo, że nie mogę otworzyć oczu. Biorę dwa różne proszki, każdy na inną receptę. Nie zastanawiam się, czy można je łączyć. Pół godziny, które kończy się pizzą dnia i butelką coca-coli w babskim towarzystwie. One nie pozwalają mi na życie z bólem głowy.  

5: niedziela

Całą niedzielę czekam na poniedziałek. Zauważyłyście, że nie musiałam dziś brać żadnych proszków?  

6: poniedziałek

Pada. Oczywiście, że pada. Robimy sobie z Dżej wolne. Jedziemy na zakupy. Ale wszytstko jest takie niefajne. Zupełnie niefajne. Przeglądam książki, których nie mam czasu przeczytać. Idziemy na naleśniki. Z wiśniami i lodami waniliowymi. Dla mnie z czekoladą. Dla niej bez. Udaje mi się zmęczyć lodową gałkę. Resztę zostawiam. Niedobre. Nic mi nie smakuje. Wracamy na herbatę. Dżej zbiera swoje rzeczy. Przed południem zostaję sama. Połóż się - mówi- co będziesz robić. Kładę się. Kogoś przecież muszę słuchać.

  

19:50, intymaty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 marca 2008

1: Bezdźwięczność.

23:03, intymaty
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Opowiedz mi swoją historię: intymaty@gazeta.pl
On
Ona